10 tygodni kodowania projektu. Revision 200. 50 dni roboczych. 800 roboczogodzin bo kodujemy we 2. A końca nie widać. Klient dostał PMS. Ciągle zmiany, różne priorytety. Klasy mają po 1000 linii kodu. A wszystko w języku który typów danych nie posiada i popadam tylko w coraz głębszą paranoje gdy te typy, które faktycznie nie istnieją są ze sobą nie zgodne.
Tak optymistyczne 10 tygodni nastraja mnie jedynie do wzięcia Urlopu. Zatem stało się. Po poprzednim długim weekendzie robie sobie swój własny długi weekend. 2 dni wolnego i zdobywam szturmem Kraków, a w krakowie Coke Life Music Festival z moją piękną
.
Zdjęć nie obiecuje bo Ojciec dokonał aneksji cyfrówki i mogę foty strzelać telefonem (ble). Jednak do czasu wymarzonego i wyczekiwanego z niecierpliwością kwazi urlopu(Bo czy tak naprawdę można nazwać urlopem dwa dni, które wygryzłem z mojego jakże napiętego grafiku?). Czeka mnie jeszcze noc kodowania.
Nie wiem ile razy będę narzekać na klientów, którzy się rozmyślają w trakcie i zmuszają mnie do usunięcia większości zabezpieczeń bramki płatności tylko po to by przyśpieszyć development. Guzik prawda, że przyśpiesza development(jedyne co może przyśpieszyć to moją akcje serca oraz zwiększyć częstotliwość wypowiadanego przez zaciśnięte zęby słowa “Kurwa”). Przerabiając wciąż to co napisałem ręce opadają i mózg się wyłącza. A produkcja stoi w miejscu.
Tym optymistycznym akcentem, kończę ten krótki wpis i wracam do nudnego życia kodera. No dobra jeszcze zacytuje słynną balladę o Smutnym Programiście:
“… bo kto się w pehapie połapie…”
Pozdawiam serdecznie.