Jeżeli ktoś narzeka na to że już nie płaczę nad swoim marnym losem i nie ma się z czego pośmiać, to go niestety zawiodę. Bo nie będę upubliczniał własnych paranoi, które mnie męczą. Nie będę płakać po stracie. Bo w końcu to jest moje życie i jak ktoś nim manipuluje to go trzeba usunąć z życia i problem z głowy. Żyje dalej w swojej szarej rzeczywistości zramolałego programisty w małej firmie, który czyta dilberta i wykop. Życie się lubi wikłać, związki lubią się rozpadać – naturalna kolej rzeczy. Człowiek przez swoją małostkową naturę nie potrafi stanąć obok, pozbyć się emocji. Potem powstają paranoidalne wnioski, mylne decyzje. Niby to jest właśnie to nasze życie.
No ale stop; chwila. Jak można podziwiać piękno życia kierując się impulsami? To nas właśnie różni od zwierząt, że my potrafimy posiąść taką umiejętność że jesteśmy w stanie powstrzymać emocje i pomyśleć racjonalnie. Tylko to wymaga ogromnej samokontroli. Myślicie, że stoicyzm przeze mnie przemawia, który wynika z ostatnich kilku miesięcy przejść. Tak naprawdę jestem rozdarty pomiędzy dwoma skrajnymi postawami.
Bo jeśli tylko emocje mówią prawdę, to czy miłość nie jest czasem stekiem kłamstw, który zaślepia zakochanych? Ukrywa wady. Kamufluje różnice kompletnie odmiennych charakterów. Dopiero trauma taka jak np. zdrada zrzuca klapki z oczu i pozwala na logiczne myślenie. Chociaż też ograniczone bólem i chęcią ucieczki od tych myśli, które niestety nie należą do najprzyjemniejszych. Dobrze mieć jeszcze klapki na oczach, bo na pęczki jest przykładów, że pomimo takiej głębokiej rany w psychice wracają do siebie dalej się kłócić. To już nie jest miłość to jest zaślepienie.
Konkluzją tego wpisu niech będzie stwierdzenie: Że jesteśmy tylko zwierzętami z większym IQ i od emocji nie da się absolutnie odciąć. Trzeba pozostawić sobie margines błędu w obie strony i trzymać się gdzieś po środku. Bo człowiek bez emocji nie jest człowiekiem. A człowiek bezmyślny jest poprostu idiotą.